Mój pierwszy event w tym roku, który do końca nie spełnił moich oczekiwań. Główną bolączką była zaskakująco kiepska organizacja, co rzadko się zdarza na tego typu wydarzeniach. Pomijając jednak ten fakt, muzyka to zrekompensowała. Wprawdzie DJ-e pozostawili wiele do życzenia, to i tak odesłałem to w zapomnienie, bo atmosfera zawsze jest sprzyjająca. Set Jochena Millera był zdecydowanie najlepszy, pełen niesamowitej energii porwał tłumy do szaleńczego tańca, okrzyków i oklasków.

Zacznę jednak od początku. Jak to zwykle u mnie bywa, PKP zawsze musi dać mi w kość. Jako, że nie miałem bezpośrednego połączenia do Bydgoszczy, musiałem robić przesiadkę w Warszawie. Patrząc na rozkład PKP wynikało, że zdążę się przesiąść, jeśli pociąg dotrze w planowanym czasie. Oczywiście opóźnił się o 10 minut, a pociag do Bydgoszczy odjechał 5 minut wcześniej. Następny miałem za 2 godziny… Na ironię losu, w drodze powrotnej miała miejsce identyczna sytuacja! Krążyłem więc po dworcach bez celu słuchając muzyki z mp3 lub zasiadając w jakichś nieestetycznych barach, czytałem nowego Newsweeka i PSX Extreme. Wszystko dzięki PKP ;).

W samej Bydgoszczy poznałem kilka nowych osób, z których jedna towarzyszyła nam przez cały czas pobytu. Zresztą towarzystwo zawsze dopisuje, więc nie ma znaczenia ilu nas jest. Zanim dotarliśmy pod Łuczniczkę, spędziliśmy trochę czasu w barze nad Brdą. Ciekawa lokacja, czuć było klimat. Ubiegłorocznej długiej wędrówki nie powtórzyliśmy, tym razem bylo prosto do celu ;).

Uogólniając było ciekawie. Następny event w Poznaniu :).