Kategoria: Polityka


Rozmawiając z pewną mądrą koleżanką uznaliśmy, że za dużo myślimy, postanowiliśmy więc przez tydzień zaprzestać tego niebezpiecznego procederu. Wszak ponoć czasami lepiej wiedzieć mniej i żyć spokojnie, niż coś odkryć i się tym zadręczać. Niestety, mimo usilnych starań, nie okazało się to łatwym zadaniem i już po ponad godzinie doszliśmy do wniosku, że nawet żeby nie myśleć, należy w minimalnym stopniu używać zwojów mózgowych. Nie mogąc więc się powstrzymać, dam upust swoim niezdrowym myślom.

- Idziesz na wybory?
- Idę.
- To dobrze… Tylko głosuj na PiS.
- Dlaczego? Dotychczasowy prezydent miasta był zły?
- On jest z PO. To złodziej.
- Co ukradł?
- …
- Przecież dopiero za jego kadencji miasto w końcu ruszyło do przodu.
- A co on takiego zrobił?!
- Nie widzisz? Przecież wyremontował i wybudował nowe drogi, a budują się kolejne. Sprowadził nowych inwestorów i powstały nowe miejsca pracy. Zabytki, parki, obiekty sportowe odzyskują swoją dawną świetność. To Ci nie wystarcza za argument?
- On jest z PO. To złodziej.

Mózg to skomplikowane narzędzie. Powszechnie uważa się, że służy do myślenia i każdy człowiek myśli. Nic w tym mylnego, bo jak już zdołałem wraz z koleżanką stwierdzić, nie da się w ogóle nie myśleć. Fakt różnicujący poszczególne jednostki polega tylko na tym, że część wykorzystuje go w minimalnym stopniu – domyślam się, że w celach ekonomicznych – i ogranicza się tylko do ruszania kończynami, i kłapania jęzorem 24h/dobę, a część stara się z niego korzystać w jak najbardziej efektywny sposób, by zrobić coś pożytecznego dla społeczeństwa.
Niestety niezależnie od stopnia wykorzystywania potencjalnych możliwości naszych umysłów, każdy z nas jest podatny na różnego typu propagandy oraz manipulacje, a w najgorszym przypadku „pranie mózgu”. O ile z tych dwóch pierwszych procederów łatwo się uwolnić i uświadomić sobie błędny tok myślenia, tak ten trzeci to bardzo trudny przypadek, i wątpliwe, czy z szansą na wyleczenie. Niestety rodzi on wiele niebezpieczeństw i chorób umysłowych: zradykalizowanie poglądów, popadanie w niebezpieczne skrajności oraz złudne przekonanie o posiadaniu własnego zdania.
Bowiem otóż żyjemy w takich czasach, w których JEDNA osoba może wykorzystać wady ludzkiego umysłu i wmówić rzeszom ludzi każdą myśl, jaka tylko przyjdzie jej do głowy. Ludzie poddający się takim praktykom, z obrzydliwą łatwością utożsamiają się z każdą mądrością „autorytetu” i są święcie przekonani, że jest to ich własne, jedyne słuszne zdanie. Nie zastanowią się, że to w co uwierzyli, to głos człowieka, który wytworzył zbiorową myśl i w chwilę zyskał armię ślepych zwolenników, a każda próba uświadomienia im tego, kończy się osobistą porażką i odbierana jest z niebywałą wrogością, jako atak na ich suwerenność, narodowość, religię czy preferencje seksualne. I niefortunnie, ta sytuacja się tylko pogłębia.

- Znam tego kandydata. Był moim sąsiadem.
- Poważnie? I co o nim sądzisz?
- Bardzo równy człowiek. Gdy tylko został radnym, zaczęły powstawać chodniki i drogi na moim osiedlu.
- Więc jest wart naszego głosu?
- Zagłosowałbym na niego, ale on jest w PiS-ie, więc odpada.

Są rzeczy, które z trudnością pojmuję. Jedną z takich jest odrzucanie potencjalnych, dobrych kandydatów na stanowiska urzędnicze, tylko ze względu na ich przynależność partyjną. Przyczyną tej głupiej tendencji są nasze rodzime media oraz główni przywódcy partii rządzących, którzy celowo tworzą konflikty i z niebywałą łatwością oraz szyderczym uśmiechem, jednocześnie nawołują do zaprzestania tych wojenek. I o ile się zgodzę, że na Wiejskiej przesiadują same świnie i darmozjady, tak w samorządach sytuacja jest całkowicie odmienna. Niewielu jednak wyborców zdaje sobie z tego sprawę.
Kilka miesięcy temu przeczytałem (bodajże w „Newsweeku”, nie chcę jednak szukać tego numeru, gdyż mam zbyt dużo makulatury) tekst o politykach uciekających z Sejmu do lokalnych samorządów. Okazało się bowiem, że ci ludzie mieli już dość słuchania poleceń swoich partyjnych prezesów i przegłosowywania ustaw, z którymi wcale się nie zgadzali. I z tego powodu postanowili spróbować własnych sił w lokalnych władzach, nie odchodząc jednocześnie z partii. Wielu z nich przyznało, że w lokalnych władzach nie widać tak dużych różnic politycznych i wszyscy, bez względu na głoszone poglądy partii, potrafią ze sobą współpracować i rozwijać region. I ku mojemu zaskoczeniu, rzeczywiście jest w tym jakaś prawda.
Wspominając ostatnie cztery lata, przypominam sobie tylko jeden incydent, który miał miejsce w moim mieście i w którym chodziło o jakiś przekręt z przetargiem. Sprawa została złożona do prokuratury, lokalne media trochę o tym potrąbiły, koniec końców wszystko ucichło. Reszta jednak to ciągła współpraca – niekoniecznie owocna – lokalnych polityków, którzy postarali się, by ich potencjalni wyborcy obdarzyli ich odrobiną sympatii. Obserwując też działania w innych miastach, zauważyłem, że infrastruktura w nich znacznie się poprawiła, a mieszkańcy są coraz bardziej zadowoleni z mieszkania w tych miejscach.
Dlatego też, gdyby wyborcy zdawali sobie sprawę, że w lokalnych władzach nie walczy się o in vitro czy o krzyż przed pałacem prezydenckim, nie patrzyliby na nazwę partii, lecz na dotychczasowe czyny człowieka, który postanowił spróbować zająć urzędnicze stanowisko. Sam jednak narodowych stereotypów i fobii nie wyleczę, a kto wie, może sam je posiadam i nie wiedząc o tym, tylko niepotrzebnie biadolę. Czas zapewne to zweryfikuje.

Wprawdzie już po wyborach, ale mam nadzieję, że choć jednej osobie w jakiś pozytywny sposób przysłuży się ten tekst. Ja tymczasem wrócę do błogiego niemyślenia, a jeśli będzie to warte opisania, to po niedzieli podzielę się swoimi spostrzeżeniami w tym temacie. Miłego ;).

Miałem już nie pisać o polityce do czasów wyborów, ale nie mogę już patrzeć, jak społeczeństwo nadal jest ślepe, a pewne ugrupowania skrzętnie to wykorzystują. Głównie chodzi o Komorowskiego. To co ten człowiek i jego partia wyprawia, przechodzi ludzkie pojęcie.

Nie sądziłem, że kiedyś to powiem, ale zgadzam się z tym, co ostatnio powiedział Lepper. Ci kandydaci na prezydenta, którzy nie chcą wziąć udziału w debatach, jawnie nas dyskryminują i po prostu mają głęboko w dupie.

Jesteśmy (jak do tej pory) po największej debacie odbytej w Uniwersytecie Warszawskim, na której to nie stawili się Panowie Kaczyński i Napieralski, a sam Komorowski łaskawie zadeklarował obecność w ostatniej chwili, co u wielu wywołało konsternację. Oczywiście można było się spodziewać po Bronku tanich chwytów i słusznie, bo tym razem załatwił sobie największą widownię na sali, która dość żywiołowo reagowała na jego wypowiedzi, nawet te totalnie bezsensowne. Co lepsze, gdy któryś z debatujących mówił coś kompromitującego rząd, ci sami zaczęli bić brawa w połowie jego wypowiedzi, oczywiście w celu zagłuszenia i nie dopuszczenia do jej dokończenia. Aż dziw bierze, że nikt się nie wkurzył.
Media oczywiście zapomniały o debacie i praktycznie w ogóle nie wspomniały o niej. Zaiste celowo wolały pokazywać wiece Kaczyńskiego i Palikota w Lublinie, na którym ten drugi posunął się do totalnie żenujących metod kompromitacji drugiej strony. Otóż w pewnym momencie wyłonił się z tłumu człowiek, który rzucił kamieniem w kierunku Januszka. Wprawdzie nie trafił, ale Palikot zaczął wrzeszczeć, że to zapewne wyborca PiS-u i słuchacz Radia Maryja. Jak się później okazało, był to bliski przyjaciel Palikota i członek PO.
czytaj tutaj
Zajebiście prawda? Jednak nie to mnie najbardziej wk***iło.
Palikot po śmierci Lecha długo nie pojawiał się w mediach, a gdy się pojawił zaczął wszędzie rozgłaszać, jak to on się nie zmienił. W tym celu założył okulary (niczym Clark Kent, który w okularach nie przypomina w ogóle Supermana;)) i zaczął używać “języka pokoju”. Tymczasem na owym wiecu pełny agresji zwyzywał Kaczyńskiego i głosił, że nie wierzy w Jego przemianę, skandując hasło “stop obłudzie”! Jego hipokryzja sięgnęła zenitu i naprawdę zadziwiają mnie ludzie, którzy go sluchają.
czytaj tutaj
Z kolei nasz kochany premier Tusk pojechał na tereny powodziowe do Sandomierza, gdzie postanowił zrobić sobie “słit foteczki” do gazet. Nieoficjalnie wiadomo (od samych powodzian z tych terenów), że wściekły lud dał wp***dol ochronie, a pewien człowiek dopchał się do Tuska i przyładował mu w zęby :). Podobno uciekali tak, że aż się kurzyło (mimo że wszystko było zalane) ;).
czytaj tutaj
Wracając jednak do debat. Jak wielu z Was wie, mają się one odbyć w TVP, oczywiście wg Bronka z podziałem na lepszych i gorszych (jedna już się odbyła). Ogólnie istny cyrk. Najciekawsze jest jednak zachowanie Komora, bo otóż oświadczył, że nie weźmie udziału w debacie z Kaczyńskim w TVP, ale chętnie z nim się zmierzy w TVN24… Nie wiem czy śmiać się, czy płakać.

Piszę to wszystko, by uświadomić nieświadomych. PO nie ma żadnego pomysłu na naprawę naszego państwa, a robi wszystko by zamydlić wszystkim oczy, oczywiście w jednym celu: by uzyskać pełnię władzę. Jeśli ten pajac Bronek wygra wybory prezydenckie to będziemy po prostu głęboko w czarnej dupie. Zastanówcie się, czy Wasz wybór jest Wasz, a nie wynikający z zasranej telewizyjnej propagandy! Bo nie rozumiem, jak można wybierać człowieka, którego popierają zasrani komuniści! I skończcie pierdzielić, że debaty są niepotrzebne, że prezydent nic nie może itd. Otóż debaty są potrzebne, bo tylko po nich można w miarę obiektywnie ocenić każdego kandydata, a prezydent może wiele. Przede wszystkim to prezydent ostatecznie podpisuje lub odrzuca ustawy, a zdaje się, że wszyscy o tym zapomnieli.

P.S. Do tych, którzy gadają, że wolą wybrać Bronka, by tylko nie wygrał Kaczyński:
Link do debaty, pełny zapis, bez żadnych manipulacji i stronniczych komentarzy:
oglądaj tutaj

Kilka słów o naszych wspaniałych uczestnikach teleturnieju “Jeden z Dziesięciu” – wydanie specjalne. Tadeusza Sznuka tymczasowo zastąpił cały kraj.

Bronisław Komorowski – nie chce ujawnić swego programu wyborczego, którego ponoć jeszcze nie ma; wyraźnie brakuje mu stanowczości, ciągle żyje w cieniu swego mentora Donalda; kandydatów na prezydenta podzielił na I i II ligę i jest przekonany, że już wygrał wybory; swoje przekonanie opiera na wynikach sondaży; do promowania Jego kandydatury zaprosił tzw. „autorytety”, z których: jeden jest przeświadczony, że popiera kandydaturę Władysława, a nie Bronisława, jeden uważa, że wojna, “gra o wszystko”, i że w tej wojnie nie są osamotnieni, bo mają przyjaciół w TVN-ie i innej prywatnej telewizji, jeden popiera Bronka, bo mu się po prostu podoba, jeden z autorytetów z kolei nie wie, dlaczego popiera Bronka, jeden uważa, że charyzmę posiadają psychopaci, a Bronek nie jest psychopatą;

Jarosław Kaczyński – pragnie kontynuować pracę swego brata, która była gnojona przez cały okres Jego prezydentury; mocno osłabiony psychicznie i fizycznie po śmierci brata pragnie kierować 40-milionowym krajem; złośliwcy spekulują, że Pierwszą Damą chce uczynić swego kota;

Janusz Korwin-Mikke – niepoprawny marzyciel, pragnie w Polsce stworzyć utopię, choć wie, że tego nie dokona; ma poparcie wśród internautów, którzy spamują informacjami o Nim wszelkie zakamarki Internetu;

Andrzej Lepper – przejawiający nadnaturalne skłonności do dewiacji; skazany prawomocnym wyrokiem sądowym, nie mogąc zasiąść w Sejmie postanowił zostać prezydentem; ma charakterystyczny śmiech, kojarzący się ze świnią;

Grzegorz Napieralski – syn PZPR-owca, lecz nie będący partycypantem tej zaszczytnej, nie istniejącej już partii; Kandydat partii, która po 1989 roku dla zatarcia wszelkich powiązań z komunizmem przemianowała się na partię socjaldemokratyczną; jej członkowie są przeświadczeni, że Polacy nadal nie wiedzą; zwolennicy Grzegorza namawiają do głosowania na Niego, gdyż ma piękną żonę;

Waldemar Pawlak – drobny złodziejaszek; wplątany w zniknięcie jedynie 500-800 milionów złotych z budżetu państwa; dwukrotny premier, który niczego nie dokonał; nie ma zalegalizowanego związku, co może nie spodobać się pewnej fanatycznej grupie religijnej;

Andrzej Olechowski – doświadczony, lecz bez szczęścia; współtwórca PO; dwukrotnie startował w wyborach na prezydenta: raz Polski i raz Warszawy; w tych drugich przegrał z Lechem Kaczyńskim; kondolencje, teraz też przegra z drugim Kaczyńskim;

Marek Jurek – nikt nie wie, które to Jego imię, a które nazwisko; swoją osobę promuje sloganem „Europa polskich rodzin”, wnioskuję więc, że Marek… to znaczy Jurek… yyy… ma wysokie ambicje: pragnie samych polskich rodzin w Europie; Obama mówił prawdę, że wszyscy jesteśmy Polakami;

Kornel Morawiecki – Gall Anonim, choć niektórzy wiedzą, że to założyciel Solidarności Walczącej;

Bogusław Ziętek – Gall Anonim Drugi; pragnie podniesienia zasiłków dla bezrobotnych; spryciarz chytrze chce zaskarbić najliczniejszą grupę społeczną w naszym kraju ;);

A jakie są Wasze odczucia ?:).

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.