Rok 2010 będzie przeze mnie zapamiętany z trzech powodów: 1) skończyłem nieubłagane 25 lat, 2) brat skończył 20 i najważniejszy 3)moja siostra skończyła w końcu 18. Tym samym (choć brakuje jednej osoby) moja rodzinka w pełni weszła w okres pełnoletniości. Jak tradycja nakazuje, w dniu urodzin siostry odbyła się impreza, w której uczestniczyłem dopiero z rana, gdyż tej samej nocy odbywało się inne, równie ważne wydarzenie – poprawiny weselne. Poza tym nie sądzę, bym wkomponowywał się w zacne grono osiemnastek, w czym zresztą następnego dnia siostra mnie utwierdziła słowami „nienawidzę, kiedy jesteś mocno pijany, bo wtedy ciągle powtarzasz, jaką to masz zajebistą siostrę, robisz się potulny i zaczynasz gadać dziwne rzeczy”. Na swoją marną obronę napiszę, że nie pamiętam z tego zbyt wiele, a jak niektórzy z Was wiedzą, rzadko mi się to zdarza. Obiecałem siostrze, że od teraz o Jej zajebistości będę mówił tylko na trzeźwo, a głupie rzeczy nadal będę wygadywał, bo choćbym jak bardzo chciał,tej siły nie da się powstrzymać:).
W każdym razie ta osiemnastka przypomniała mi moją. W życiu każdego człowieka jest to pierwsza z tych najważniejszych imprez w życiu i głupio byłoby, gdyby się nie odbyła lub co gorsza – nie udała się. Moja była udana, choć niewiele brakowało, bym musiał podawać tort… a uwierzcie mi, to nie byłby najlepszy pomysł, no i wypiłem pierwszy raz pół litra wódki (wiem, że nie ma z czego być dumnym, ale u facetów te rekordy budzą podziw). Czy od tamtej pory coś się zmieniło? Wiele. Teraz mogę wypić półtora litra. A poważniej, to przybyło mi dużo oleju do głowy, co oczywiście nie powstrzymało mnie od czynienia głupich rzeczy. Dużo z nich były zabawne, część była niepotrzebna, a kilka nie powinny były mieć kiedykolwiek miejsca. Najważniejsze jednak jest to, że w tym okresie poznałem dużo świetnych ludzi i myślę, że niektórzy nawet troszkę mnie lubią :). I nie mam w tej chwili na myśli wyłącznie kompanów do imprezowania. Z jednymi z Was można w kulturalny sposób porozmawiać na każdy temat, niektórzy są pełni zrozumienia bratnimi duszami, a jeszcze inni, to osoby na które zawsze można liczyć w każdej sytuacji. Na pewno jednak wszyscy są niezastąpieni w imprezowaniu. Większość tych osób zapewne nie wie, ale to przede wszystkim dzięki nim nauczyłem się empatii, odwagi w przyznawaniu racji innym, przepraszania za błędy, wybaczania, ale także dzielenia się tymi miłymi chwilami. Wielokrotnie zastanawiałem się jakim byłbym człowiekiem, gdybym nie spotkał takich osób na swojej drodze. Często zastanawiałem się nad tym (chyba jak każdy), jakim będę ojcem, mężem, czy podołam przyszłym wyzwaniom. Oczywiście chciałbym im podołać jak najlepiej, ale wiem, że czeka mnie jeszcze sporo pracy. I dlatego wiele zależy od ludzi, z którymi się przebywa, gdyż wśród nich kształtuje się charakter. A co tu dużo pisać, Wasze towarzystwo jak najbardziej mi odpowiada.
Przede wszystkim jednak od tamtego czasu umocniłem relacje z wieloma osobami. I nie była to tylko kwestia przebywania z nimi, rozmowy czy służenia pomocą. To była także kwestia przebaczania. Każdy w życiu popełnił błędy i od takich sytuacji nikt nie ucieknie, gdyż to jest wpisane w ludzką naturę. Istotne jest w jaki sposób naprawiamy te błędy i czy zrobimy to ze szczerych intencji, czy tylko dla „świętego spokoju”. Dzięki temu można nauczyć się zapobiegania pewnym sytuacjom. Większość z Was wie, że jestem dość rozrywkową osobą, a niektórzy wiedzą o tym więcej niż powinni :). Nie mniej, w myśl powiedzenia „człowiek uczy się na błędach”, wielokrotnie potrafiłem posłuchać głosu rozsądku (choć nie było to łatwe) i budząc się następnego dnia, nie mieć poczucia winy czy wstrętu do siebie. Choć i tak posiadając tę wiedzę, gdybym miał taką możliwość, większość tych sytuacji rozegrałbym całkowicie inaczej. Wierzę jednak , mimo że zabrzmi to banalnie, że nic nie dzieje się bez przyczyny i każda sytuacja ma swoją rację bytu, co nie znaczy, że nie mamy na to wpływu lub nie jesteśmy jej winni.
W tym całym młynie jest jeszcze pewna niezrozumiała dla mnie zależność. Otóż wciąż mnie zadziwia fakt, że im bardziej nam na kimś zależy, tym łatwiej potrafimy tę osobę zranić. Za najlepszy przykład posłuży najbliższa rodzina. Zauważcie, z jaką łatwością człowiekowi przychodzi bezmyślne rzucanie słów lub czynienie rzeczy, które w łatwy sposób mogą sprawić ból. Czy ktokolwiek byłby zdolny w taki sposób postąpić wobec obcej osoby? Nie. A przecież obca osoba nie ma dla nas praktycznie żadnego znaczenia, więc to wobec niej powinno nam z łatwością przychodzić czynienie takich rzeczy. Niestety, przyzwyczajenie do bliskich osób, sprawia że czujemy się tak swobodni i nieświadomi konsekwencji swego postępowania, że czynimy źle bez najmniejszych skrupułów. Poczucie bezpieczeństwa, w tym przypadku uzmysłowienie sobie, że te najbliższe osoby zawsze wybaczą, bez względu na wszystko, choć mogą nie chcieć więcej utrzymywać kontaktu, jest głównym sprawcą naszych nieprzemyślanych zachowań. Ważna więc jest tu trudna sztuka powściągliwości, którą niestety niewielu może się pochwalić. Hamulce nieraz przestają działać, ważne więc jest umieć radzić sobie ze swoimi słabościami.
W gruncie rzeczy więc, jestem zadowolony z miejsca, w którym obecnie stoję, choć wiadomo, że zawsze mogłoby być lepiej. Nie zawsze jest tak jakbyśmy chcieli i czasami dostajemy porządnego kopa w zad, ale to wtedy właśnie poznajemy tych szczerych, prawdziwych przyjaciół. I choć w sumie nigdy nie użyłem tego słowa wobec jakiejkolwiek osoby, ale to tylko ze względu na to, że nie chciałbym, by się okazało, że jednak ta osoba przyjacielem dla mnie nie jest, a co jeszcze gorsze, że ja nie jestem dla niej, to wierzę, że takich mam. Zresztą sadzę, że te słowo nie ma większego znaczenia, bo jeśli między ludźmi istnieje przyjaźń, to to się po prostu wie i czuje.
Tak więc czego się nauczyłem, właściwie nie tylko od czasów swoich osiemnastych urodzin, ale przez całe swoje życie? Nauczyłem się, że tylko ode mnie zależy, jakie osoby dopuszczę do siebie i tylko ode mnie zależy czy zdołam je przy sobie utrzymać. Bo odpowiedzcie sobie szczerze, czy bez Was byłby Maniek, Maniura, Kochan czy inny Mariano-Italiano?
