Archive for Maj, 2010


Kilka słów o naszych wspaniałych uczestnikach teleturnieju “Jeden z Dziesięciu” – wydanie specjalne. Tadeusza Sznuka tymczasowo zastąpił cały kraj.

Bronisław Komorowski – nie chce ujawnić swego programu wyborczego, którego ponoć jeszcze nie ma; wyraźnie brakuje mu stanowczości, ciągle żyje w cieniu swego mentora Donalda; kandydatów na prezydenta podzielił na I i II ligę i jest przekonany, że już wygrał wybory; swoje przekonanie opiera na wynikach sondaży; do promowania Jego kandydatury zaprosił tzw. „autorytety”, z których: jeden jest przeświadczony, że popiera kandydaturę Władysława, a nie Bronisława, jeden uważa, że wojna, “gra o wszystko”, i że w tej wojnie nie są osamotnieni, bo mają przyjaciół w TVN-ie i innej prywatnej telewizji, jeden popiera Bronka, bo mu się po prostu podoba, jeden z autorytetów z kolei nie wie, dlaczego popiera Bronka, jeden uważa, że charyzmę posiadają psychopaci, a Bronek nie jest psychopatą;

Jarosław Kaczyński – pragnie kontynuować pracę swego brata, która była gnojona przez cały okres Jego prezydentury; mocno osłabiony psychicznie i fizycznie po śmierci brata pragnie kierować 40-milionowym krajem; złośliwcy spekulują, że Pierwszą Damą chce uczynić swego kota;

Janusz Korwin-Mikke – niepoprawny marzyciel, pragnie w Polsce stworzyć utopię, choć wie, że tego nie dokona; ma poparcie wśród internautów, którzy spamują informacjami o Nim wszelkie zakamarki Internetu;

Andrzej Lepper – przejawiający nadnaturalne skłonności do dewiacji; skazany prawomocnym wyrokiem sądowym, nie mogąc zasiąść w Sejmie postanowił zostać prezydentem; ma charakterystyczny śmiech, kojarzący się ze świnią;

Grzegorz Napieralski – syn PZPR-owca, lecz nie będący partycypantem tej zaszczytnej, nie istniejącej już partii; Kandydat partii, która po 1989 roku dla zatarcia wszelkich powiązań z komunizmem przemianowała się na partię socjaldemokratyczną; jej członkowie są przeświadczeni, że Polacy nadal nie wiedzą; zwolennicy Grzegorza namawiają do głosowania na Niego, gdyż ma piękną żonę;

Waldemar Pawlak – drobny złodziejaszek; wplątany w zniknięcie jedynie 500-800 milionów złotych z budżetu państwa; dwukrotny premier, który niczego nie dokonał; nie ma zalegalizowanego związku, co może nie spodobać się pewnej fanatycznej grupie religijnej;

Andrzej Olechowski – doświadczony, lecz bez szczęścia; współtwórca PO; dwukrotnie startował w wyborach na prezydenta: raz Polski i raz Warszawy; w tych drugich przegrał z Lechem Kaczyńskim; kondolencje, teraz też przegra z drugim Kaczyńskim;

Marek Jurek – nikt nie wie, które to Jego imię, a które nazwisko; swoją osobę promuje sloganem „Europa polskich rodzin”, wnioskuję więc, że Marek… to znaczy Jurek… yyy… ma wysokie ambicje: pragnie samych polskich rodzin w Europie; Obama mówił prawdę, że wszyscy jesteśmy Polakami;

Kornel Morawiecki – Gall Anonim, choć niektórzy wiedzą, że to założyciel Solidarności Walczącej;

Bogusław Ziętek – Gall Anonim Drugi; pragnie podniesienia zasiłków dla bezrobotnych; spryciarz chytrze chce zaskarbić najliczniejszą grupę społeczną w naszym kraju ;);

A jakie są Wasze odczucia ?:).

Z pewnością wielu z Was wie, że pośmiertnie Lech Kaczyński został utytułowany bohaterem narodowym Gruzji za zasługi w ratowaniu tego kraju przed interwencją zbrojną ze strony Rosji. Poza tym w jej stolicy – Tbilisi – jedna z ulic została nazwana jego imieniem i nazwiskiem. W te ślady poszły również inne kraje, które chciały upamiętnić osobę ś.p. prezydenta Polski. Na Ukrainie radni dwóch miast podjęli takie decyzje, mianowicie Odessa i Mukaczewo na Zakarpaciu, uzasadniając ją tym, że prezydent Lech Kaczyński “uczynił wiele dobrego dla wzmocnienia i rozwoju przyjaźni między narodami Ukrainy i Polski”. Kijów jest kolejne na liście. Rada Samorządu Wilna również wstępnie zgodziła się na nazwanie w ten sposób jedną z tamtejszych ulic. W tym przypadku jednak pojawiły się lekkie spory o to, czy zapis ma brzmieć po polsku, czy litewsku. Akurat mnie nie dziwi, gdyż od dawna Litwa ma „problemy” z zapisywaniem polskich nazwisk po polsku. Dla mnie sprawa jest oczywista.
W Polsce również narodziły się pomysły na nazwanie ulic i obiektów imieniem Lecha Kaczyńskiego. Jak to jednak bywa w naszym kraju, wywołuje to więcej negatywnych emocji, niż pozytywnych. W Kielcach będzie to ulica w centrum, która ma powstać do końca roku. I to jest pewne, ale zanim przegłosowano ten pomysł, sprzeciwiali się temu radni z SLD (i tak też głosowali). W Sejnach burmistrz chce skorzystać z nadarzającej się okazji i w końcu zmienić nazwy ulic kojarzone z PRL. Do tej pory mieszkańcy nie zgadzali się na ten ruch, ze względu na koszty, jakie musieliby z tego powodu ponieść. W Warszawie mieszkańcy są za tym, by nadać nazwę, ale parkowi, nie ulicy. Tłumaczą to tym, że w mieście jest dużo ulic, które oddają hołd znanym Polakom, niestety te miejsca nie kojarzą się zbyt dobrze. Przykładowo na alei Jana Pawła II znajdują się sex-shopy, a na ulicy Popiełuszki agencje towarzyskie. Warszawiacy chcą uniknąć kolejnej takiej sytuacji, stąd taki pomysł. Najwięcej jednak kontrowersji wywołała informacja o nazwaniu Jego imieniem Stadionu Narodowego, a czołowym argumentem jest to, że L. Kaczyński niewiele miał wspólnego ze sportem. W Wiśle natomiast społeczność nie chce ulicy Lecha Kaczyńskiego, stwierdzając, że ś.p. prezydent miał ich najmniejsze poparcie w wyborach z całej Polski. Są oczywiście takie, w których większych problemów nie napotkano, a do listy należy dopisać rondo w Krakowie oraz most na Brdą w Bydgoszczy.
Powody nieakceptowania tych nazw są mniej lub bardziej uzasadnione, sytuacje te jednak pokazują po raz kolejny, że Polacy mają jakieś dziwne kompleksy. Zaskakujące jest to, że to inne państwa jako pierwsze wyszły z taką inicjatywą, a Polska dopiero później (być może to było spowodowane żałobą narodową). W Tbilisi to sami mieszkańcy zaczęli się domagać ulicy Lecha Kaczyńskiego, u nas wręcz odwrotnie. Nie mogę do tej pory zrozumieć, co takiego szkodliwego jest w nazwaniu ulicy imieniem Lecha Kaczyńskiego? Skoro do tej pory potrafią wisieć niechlubne nazwy komunistów, to co stoi na przeszkodzie nadania nazwy imieniem człowieka, który z nimi walczył? Był prezydentem jakim był, jednym się podobał, drugim nie, ale przecież nie tylko za to ma być upamiętniony, lecz za całokształt. Zdaje się, że poniektórzy mają problem ze zrozumieniem tej kwestii.
Reasumując, sprawa jest jednocześnie błaha i istotna. Lech Kaczyński z pewnością będzie kojarzony z Katyniem, co będzie miało niebagatelny wpływ na pamięć o wydarzeniach sprzed 70 lat. Nie widzę żadnych przeszkód by upamiętnić ofiary katastrofy smoleńskiej, szczególnie nazwiskami Kaczyńskiego i Kaczorowskiego. Ludzie, którym to w jakiś sposób przeszkadza, chyba nie mają w życiu większych problemów.

Od czasu mego pierwszego wpisu pojawiło się kilka krytycznych głosów dotyczących tego, co napisałem na temat katastrofy smoleńskiej. Konkretnie dotyczyły one tego fragmentu:
Jak to bywa przy olbrzymich tragediach, nie może się obyć bez teorii spiskowych. Tych w ciągu tygodnia nagromadziło się tak wiele, że człowiek mniej odporny psychicznie, będzie w stanie uwierzyć we wszystkie te brednie. Najwięcej szumu wywołał oczywiście amatorski filmik, nagrany tuż po katastrofie pod Smoleńskiem. W pierwszej chwili rzeczywiście można było odnieść wrażenie, że coś jest na rzeczy, ale po głębszej analizie, wychodziły tylko bezpodstawne domysły. Poza tym od tego są specjaliści, którzy już zajmują się analizą tego feralnego filmiku. Poza nim oczywiście pojawiło się mnóstwo innych teorii, a do tych najbardziej absurdalnych można zaliczyć, że to Rosjanie celowo wywołali mgłę; że to spisek Tuska; że to spisek władz rosyjskich i amerykańskich; że to efekt celowego użycia broni elektromagnetycznej przez Rosjan i wiele innych. Jak do tej pory wszystkie dowody wskazują, że to jednak był nieszczęśliwy wypadek. I chciałbym by tak pozostało, bo chyba zdajecie sobie sprawę z tego, co by oznaczało, gdyby okazało się inaczej?
W tym miejscu chciałbym sprostować, bo zauważyłem, że niektórzy nie zrozumieli kontekstu tej wypowiedzi. Przede wszystkim wpis ten był pisany tuż po zakończeniu żałoby, kiedy tak naprawdę nic konkretnego nie wiedzieliśmy na temat tej katastrofy. Tragedia była na tyle świeża, że Polacy przeżywali szok i na wszystko reagowali bardzo emocjonalnie, stąd też wzięły się te wszystkie teorie. Wiem, że już wtedy pojawiło się wiele wątpliwości, które zresztą zaczęły się tylko pogłębiać, ale nie mogło być tak, że oskarżenia padały wobec jakiejkolwiek strony podpierane jedynie domysłami. Nie było też tak, że pojawiające się wątpliwości bagatelizowałem, wręcz przeciwnie, brałem wszystko pod uwagę. Jak każdemu Polakowi zależy mi na ustaleniu prawdy, jakakolwiek by ona nie była, zaznaczyłem tylko, że wolałbym, by jednak okazała się nieszczęśliwym wypadkiem. Tyle w tym temacie.
Dziś wiemy nieco więcej na temat tego wypadku, tylko że każda nowa informacja stawia jedynie coraz więcej pytań. Z pewnością istotną informacją jest ustalenie głosów na wspomnianym amatorskim filmiku. Okazało się, że faktycznie prócz rosyjskich głosów, pojawiają się tam krótkie wypowiedzi po polsku. Jak dalej podała Wojskowa Prokuratura Okręgowa „odnośnie ewentualnych odgłosów wystrzałów, biegli stwierdzili, że z uwagi na występowanie silnych zakłóceń, w tym pochodzących prawdopodobnie od podmuchów powietrza, małym stosunkiem sygnału do szumu, podejrzeniem modyfikacji formatu nagrania, nie była możliwa jakakolwiek pomiarowa analiza odgłosów przypominających wystrzał. Kwestia ta będzie przedmiotem dalszych czynności procesowych”. Pomijając jednak brak wiedzy na temat rzekomych strzałów, fakt występowania tam polskich zdań budzi wiele kontrowersji. Daje nam to nowy obraz tego zdarzenia i ogólnie ta sprawa jest już tak zamotana, że oskarżenia i domysły będą padać w każdym kierunku, a zwłaszcza w kierunku Rosjan. Bo jak się okazuje, to prawdopodobnie oni mogą odpowiadać za całe zdarzenie. I nie mam tu na myśli zamachu, tylko kwestii poważnego zaniedbania i bałaganu na lotnisku w Smoleńsku. I jeśli tak było naprawdę, to bardzo niekorzystnie jest dla naszego kraju, że większość materiałów jest we władaniu owego państwa. Zresztą już od dawna pojawiają się glosy prorokujące, że prawdy się nigdy nie dowiemy, że będzie ona tuszowana, by nie pogorszyć stosunków polsko-rosyjskich, w momencie, gdy te stosunki wydały się znacznie poprawić. Z drugiej strony ta dobra mina Rosji może być sprytną zagrywką, co zresztą na kartach historii już nieraz udowodniła. Obecnie też już chyba nikt nie wierzy w to, że skutkiem katastrofy był błąd pilota, a co od początku sugerowali Rosjanie. Świadczą o tym liczne wypowiedzi doświadczonych pilotów, z których niektórzy znali osobiście Arkadiusza Protasiuka, dowódcę prezydenckiego samolotu. Wątpliwości jest znacznie więcej, chociażby do tej pory nieustalona godzina katastrofy. Świetnie to podsumowuje wypowiedź Jana Pietrzaka.

Jak powiedział Jan Pietrzak, należy dociekać prawdy, by nie powtórzyła się sytuacja ze zbrodnią katyńską, kiedy kłamstwo było chlebem powszednim, by za kilkadziesiąt lat nasi potomkowie głupio nie pytali „co się stało się pod Smoleńskiem?”

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.