Archive for Kwiecień, 2010


Jestem zmęczony…

Napiszę wprost: jestem zmęczony.
Jestem zmęczony słuchaniem idiotów, jestem zmęczony tłumaczeniem im, że się mylą. Jestem zmęczony głupotą mediów, jestem zmęczony głupotą ich odbiorców. Jestem zmęczony pier@#$%niem polityków i jestem zmęczony pier@#$%niem ich elektoratu. Jestem zmęczony osobami narzucającymi mi cudze poglądy, tak jak i jestem zmęczony ludźmi, którzy je przyswajają. Jestem zmęczony „inteligentami” gadającymi dużo, lecz o niczym i jestem zmęczony „inteligentami” wierzącymi w te mądrości. Jestem zmęczony kretyńskimi „gwiazdami” z telewizji i jestem zmęczony głąbami nazywającymi ich gwiazdami. Jestem zmęczony poje@#nymi reklamami i jestem zmęczony poj@#ami je wymyślającymi. Jestem zmęczony współczesnymi autorytetami, jestem zmęczony brakiem prawdziwych autorytetów. Jestem zmęczony 1/4 duchowieństwa, jak i jestem zmęczony 3/4 ich wyznawcami. Jestem zmęczony moherami, pierdo#$ącymi o manipulacji, kiedy sami są manipulowani i jestem zmęczony tymi, którzy wykorzystują ich naiwność. Jestem zmęczony ciągłymi kłótniami i jestem zmęczony powodami tych kłótni. Jestem zmęczony protestami, jestem zmęczony ich nikłą skutecznością. Jestem zmęczony głupotą młodego pokolenia, jestem zmęczony decydentami, doprowadzającymi do tego stanu. Jestem zmęczony „dresami jeb@#$ymi policję” i jestem zmęczony tymi samymi „dresami” wzywającymi ich na pomoc. Jestem zmęczony korupcją w służbach państwowych, jestem zmęczony brakiem ich pociągania do odpowiedzialności. Jestem zmęczony biurokracją w urzędach, jestem zmęczony arogantami tam pracującymi. Jestem zmęczony czasami, w których nie mogę robić tego co lubię, jestem zmęczony czasami w których muszę robić to czego oczekują inni. Jestem zmęczony krzykaczami, zwącymi siebie patriotami i jestem zmęczony tymi, którzy nie przejawiają patriotyzmu. Jestem zmęczony głoszeniem kretyńskich haseł, jestem zmęczony kretynami, którzy je wymyślają. Jestem zmęczony obojętnością społeczeństwa, jestem zmęczony jego narzekaniem na obojętność. Jestem zmęczony wojnami, jestem zmęczony “zwierzętami”, które je wywołują. Jestem zmęczony tragediami ludzkimi, jestem zmęczony żerowaniem na ich tragediach. Jestem zmęczony udawaną życzliwością, jestem zmęczony brakiem życzliwości. Jestem zmęczony ludzką zawiścią, jestem zmęczony ludzką mentalnością. Jestem zmęczony brakiem tolerancji, jestem zmęczony krytyką tych, którzy są tolerancyjni. Jestem zmęczony bydłem przejawiającym instynkt stadny, jestem zmęczony cwaniakami, którzy te bydło zaganiają. Jestem zmęczony debilami krzyczącymi, że w kraju nic się nie zmieni i jestem zmęczony tymi debilami, którzy nic poza krzyczeniem nie robią. Jestem zmęczony wyjeżdżającymi z kraju Polakami z 5 złotymi w kieszeni, jestem zmęczony Wielkimi Panami wracającymi z emigracji z 1 euro w dłoni. Jestem zmęczony ciągłym zastanawianiem się o jutro, jestem zmęczony myśleniem o wczoraj. Jestem zmęczony troską o rodzinę, jestem zmęczony frajerami, zarzucającymi, że tego nie robię. Jestem zmęczony przywiązywaniem wagi do rzeczy błahych i jestem zmęczony zapominaniem o rzeczach ważnych. W końcu jestem też zmęczony piciem wódki i leczeniem kaca, ale powiedz mi jak tu nie pić, kiedy tyle rzeczy męczy? Jak nie dostać pierdolca, kiedy widzi się cały ten beton? Otóż istnieje pewna siła, która jest w stanie się temu przeciwstawić. Jest nią przyjaźń, miłość, wiara. Nazwij to jak chcesz. Gdyby nie najbliżsi Ci ludzie, dawno byś wylądował w kaftanie. Przestań więc ich męczyć pierdołami i zacznij się cieszyć sobą nawzajem.

„Ci, którym nie daje spokoju nędza ludzka i upadek ojczyzny, stoją często wobec pytania, gdzie i czym jest ta potęga wybawicielska, za pomocą której można by życie uczynić lepszym i szlachetniejszym […] Taka potęga jest do wzięcia i jest pośród nas, a nazywa się przyjaźnią.”
Edward Abramowski

enTrance 2010

Mój pierwszy event w tym roku, który do końca nie spełnił moich oczekiwań. Główną bolączką była zaskakująco kiepska organizacja, co rzadko się zdarza na tego typu wydarzeniach. Pomijając jednak ten fakt, muzyka to zrekompensowała. Wprawdzie DJ-e pozostawili wiele do życzenia, to i tak odesłałem to w zapomnienie, bo atmosfera zawsze jest sprzyjająca. Set Jochena Millera był zdecydowanie najlepszy, pełen niesamowitej energii porwał tłumy do szaleńczego tańca, okrzyków i oklasków.

Zacznę jednak od początku. Jak to zwykle u mnie bywa, PKP zawsze musi dać mi w kość. Jako, że nie miałem bezpośrednego połączenia do Bydgoszczy, musiałem robić przesiadkę w Warszawie. Patrząc na rozkład PKP wynikało, że zdążę się przesiąść, jeśli pociąg dotrze w planowanym czasie. Oczywiście opóźnił się o 10 minut, a pociag do Bydgoszczy odjechał 5 minut wcześniej. Następny miałem za 2 godziny… Na ironię losu, w drodze powrotnej miała miejsce identyczna sytuacja! Krążyłem więc po dworcach bez celu słuchając muzyki z mp3 lub zasiadając w jakichś nieestetycznych barach, czytałem nowego Newsweeka i PSX Extreme. Wszystko dzięki PKP ;).

W samej Bydgoszczy poznałem kilka nowych osób, z których jedna towarzyszyła nam przez cały czas pobytu. Zresztą towarzystwo zawsze dopisuje, więc nie ma znaczenia ilu nas jest. Zanim dotarliśmy pod Łuczniczkę, spędziliśmy trochę czasu w barze nad Brdą. Ciekawa lokacja, czuć było klimat. Ubiegłorocznej długiej wędrówki nie powtórzyliśmy, tym razem bylo prosto do celu ;).

Uogólniając było ciekawie. Następny event w Poznaniu :).

Żałoba na pokaz

Ostatnie reakcje Polaków po sobotnich wydarzeniach utwierdziły mnie w tym, o czym już dawno wiedziałem. Dodatkowo obnażyły zachowania, o które Rodaków nigdy bym nie podejrzewał. My, Polacy już tak mamy, że  nie lubimy się nudzić i musimy narobić trochę szopki.


Wydawało się, że będzie pięknie. Wielkie pojednanie Narodu. Wszyscy zapominają o swoich politycznych poglądach, o swoich antypatiach, poddają się refleksjom, niektórzy cofają swoje niesłusznie rzucone słowa w stronę pary prezydenckiej, ogólnie wszystko na plus. Wydawało się, że coś się zmieni na lepsze, że nastąpi przełom. Jakże to było złudne i nieobiektywne. Przecież naszej mentalności nie da się zmienić. Wszystko robione jest na pokaz, bo przecież inaczej nie wypada, bo taka moda. Snobizm pełną gebą, zero poczucia jakiejś głębszej przynależności do nacji. Gdzie honor?

Pierwsze znaki, które sprowadziły mnie na ziemię, to oczywiście wielka afera o Wawel. Nie chcę tu oceniać kwestii tego, czy para prezydencka zasłużyła czy nie, każdy ma własny osąd na tę sprawę. Kwestia tyczy się tego, że moi Rodacy nie potrafili poszanować czasu żałoby. Nawet w taki czas sacrum, nie potrafili się powstrzymać od kłótni, protestów i bezsensownych wywodów. Co było pewne, a czas to zweryfikował, nic nie osiągnęli, jedynie się ośmieszyli. Para Prezydencka została pochowana na Wawelu, a wszyscy krzykacze ucichli. Pytanie tylko, na jak długo?

Oczywiście nie obyło się bez incydentów podczas niedzielnego pogrzebu Kaczyńskich. Małostkowość znów pokazała, że jest cechą narodową. Szczególnie pokazała na amatorsko nagranym filmiku pewnej młodej dziewczyny, na którym lud niczym bydło zaczął szturmować Wawel.

Do prawdy żałosny widok. Zero instynktu samozachowawczego, zero zastanowienia. Ot, popisali się. Wyobraźcie sobie, gdyby to działo się na Waszym pogrzebie. Co najmniej zatrważające.

Zjawiskiem do przewidzenia były oczywiście wszędobylskie aparaty fotograficzne i telefony komórkowe imitujące wspomniane urządzenia. Pal licho, rozumiem, że każdy chciał wrócić z jakimś zapisem wspomnień i wcale tego nie potępiam. Każdy miał do tego prawo. Ludzie, tylko trzeba wiedzieć, kiedy powinno się tych urządzeń używać! Widok połowy ludzi z uniesionymi aparatami w górę podczas mszy byl całkowicie żenujący. To tak jakby podczas spektaklu, aplauz nastąpił w najmniej odpowiednim momencie. To tak współcześnie oddaje się hołd zmarłym? Gdzie miejsce na przeżycia duchowe? Gdzie miejsce na refleksję? Pomijam już fakt, gdzie te fotografie zostaną wrzucone…

Niemałym incydentem okazał się brak wielu przedstawicieli deklarujących przyjazd na uroczystości pogrzebowe Pary Prezydenckiej. Szczerze byłem niemal pewien, że taki Obama znajdzie jakikolwiek powód, by nie stawić się w Krakowie i nie myliłem się. Ta jego gra w golfa podczas pogrzebu Kaczyńskich pokazała jak sobie nas ceni. Nie wspominając o prezydentach państw zachodniej Europy, którzy dali ciała na całej linii. W takich sytuacjach idealnie sprawdza się powiedzenie “prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie”. Po wręcz dramatycznej podróży prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego, po wyczerpującej trasie Jego żony Sandry Roelofs-Saakaszwili, po ostrej krytyce prezydenta Czech Vaclava Klausa okazało się, kto tak naprawdę chce utrzymać z Polską dobre stosunki, a kto ma głęboko nasz kraj w dupie. Łącznie przybyło 25 delegacji z ponad 60 deklarujących przyjazd. Kto chciał, ten przybył, proste.


Jak to bywa przy olbrzymich tragediach, nie może się obyć bez teorii spiskowych. Tych w ciągu tygodnia nagromadziło się tak wiele, że człowiek mniej odporny psychicznie, będzie w stanie uwierzyć we wszystkie te brednie. Najwięcej szumu wywołał oczywiście amatorski filmik, nagrany tuż po katastrofie pod Smoleńskiem. W pierwszej chwili rzeczywiście można było odnieść wrażenie, że coś jest na rzeczy, ale po głębszej analizie, wychodziły tylko bezpodstawne domysły. Poza tym od tego są specjaliści, którzy juz zajmują się analizą tego feralnego filmiku. Poza nim oczywiście pojawiło się mnóstwo innych teorii, a do tych najbardziej absurdalnych można zaliczyć, że to Rosjanie celowo wywołali mgłę; że to spisek Tuska; że to spisek władz rosyjskich i amerykańskich; że to efekt celowego użycia broni elektromagnetycznej przez Rosjan i wiele innych. Jak do tej pory wszystkie dowody wskazują, że to jednak był nieszczęśliwy wypadek. I chciałbym by tak pozostało, bo chyba zdajecie sobie sprawę z tego, co by oznaczało, gdyby okazało się inaczej?


Z pewnością wielu osobom opadły klapki z oczu i przekonali się, jak bardzo obłudne i niesprawiedliwe mogą być media wobec polityków. Ten wątek już był wielokrotnie podejmowany na innych blogach i forach, więc nie będę się nad tym szczególnie rozwodził. Przyznam się tylko, że sam do wielu kwestii też dałem się przekonać i mam nadzieję, że już więcej do tego nie dopuszczę. Biję się w pierś za niesłuszne słowa padające w stronę wielu osób i pokutuję. Śmieszna okazała się natomiast pani Olejnik, która tak z uwielbieniem jechała równo po Prezydencie, a później żaliła się na wizji, jacy to ludzie byli nieprzyjaźni jej osobie, gdy przyszła ze zniczem pod Pałac Prezydencki. Czego się spodziewała? Pogłaskania po głowie? Przecież każdy myślący człowiek wie, że to było wszystko na pokaz, a nie ze szczerego serca. Chyba, że ubolewała nad tym, że nie będzie miała już kogo obsmarowywać.


I tak oto w ciągu ponad tygodniowej żałoby narodowej poznałem lepiej Rodaków i samego siebie, niż w ciągu całego swego życia. Wyszła też cała obojętność naszych rzekomych “sojuszników”. Czyż nie wydaje się Wam, że już kiedyś nasz kraj to przerabiał? Jedyną pozytywną rzeczą tego wszystkiego jest to, że cały świat usłyszał o Katyniu, i że są szanse na poprawę stosunków między Polską a Rosją, czemu szczerze kibicuję.

Trzeba pamiętać o przeszłości, lecz nie kosztem przyszłości. Poczucie przynależności narodowej to podstawa i to na niej powinniśmy budować państwo. Dlatego każdy powinien wyciągnąć odpowiednie wnioski z tej całej tragedii.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.